10 stycznia 2015

Jak na narty to do Włoch




Przyszła zima, czas świąt Bożego Narodzenia i tej nadzwyczajnej aury którą już czuję gdzieś wewnątrz siebie, ale i cały nasz dom przesycony jest zapachem i tradycją świąt. Jednak za nic nie widać jej w Katarze, tylko nieliczne sklepy na wystawach nawiązują do zimowej pory, nie słychać również świątecznych piosenek, a o dekoracjach w mieście można tylko pomarzyć. Już rok temu w pierwszym dniu świat wylecieliśmy do polski, ponieważ nie mogłam znieść tej nijakiej pustki. W tym roku znając już realia tego kraju, dużo wcześniej zaczęłam planować nasz urlop. 

Po pierwsze musimy wyjechać z Kataru. Po drugie chcę byśmy byli razem, całą rodziną bez pracy, internetu i innych obowiązków. Po trzecie ma to być czas bez nerwów, stresu, sprzątania, stania przy garach i zbędnego nadęcia. Po czwarte, cudownie by było mieć śnieg za oknem. Po piąte musi być to kraj który celebruje czas świat i po szóste, ostatnie, mamy odpocząć, zwolnić i napawać się świątecznym lenistwem. 


Vason we włoskim Trentino



Mała miejscowość we Włoskich górach ze szczytem Monte Bondone spełniła wszystkie nasze wymagania. Właściwie gdy tylko postanowiliśmy że święta spędzimy na nartach, to wiedziałam że muszą to być włochy. Tydzień w kontakcie z naturą, szaleństwem na śniegu, włoskim jedzeniem w przytulnym mieszkaniu to jak ziszczenie marzeń. Czuję że oddycham, to słodkie, zimne powietrze na jakiś czas może zastąpić mi łyżki Nutelli. Do tego całe dnie spędzone na nartach, może nawet uda mi się zgubić zbędny balast. Och wzięło mnie na coroczne postanowienia noworoczne ;) no ale cóż, nic nie działa tak relaksująco jak przebywanie w kontakcie z naturą. Żyjąc w Katarze, kraju gdzie przez cały rok świeci słonce zaczęłam doceniać cztery pory roku, a może naturalnie zaczęło mi ich brakować, bo przecież całe życie spędziłam podporządkowana tej rutynie. 

Nasz apartament w Vason


Mieszkanie w którym się zatrzymaliśmy od pierwszych chwil skradło nasze serca. Dzieci zakochane w piętrowych łóżkach  zaścielonych puchowymi kolorami nie chciały wychodzić ze "swojego" pokoju. Znalazły również gry planszowe, domino i książki właścicieli co zupełnie ich pochłonęło. To miejsce jest tak ciepłe i wypełnione niezliczonymi dodatkami, że nie trudno poczuć się tu jak w domu. Na stole przywitał nas kosz włoskich przysmaków w prezencie od właścicieli, w kuchni najlepsza kawa i pierniki, a wszechobecne drewno i kolor czerwony sprawiały, że czułam jak by to był świąteczny sen. Każda poduszka zdobiona niczym dzieło sztuki, kradła mój wzroku na długi czas. Właściwie gdyby nie śnieg za oknem i stok trzy minuty pieszo od domu to chyba nikt by mnie stad nie wyciągnął. Mogłam siedzieć godzinami zmieniając gorąca herbatę na wino i płynną czekoladę nieustannie podziwiając detale tego miejsca. Rysunki, plakaty, naczynia i dodatki. Nawet karty które pochłaniały wieczory z moimi rodzicami były wysokiej jakości w skórzanym opakowaniu. Pierwsze co robię po przebudzeniu każdego dnia to odsłaniam okna by podziwiać oblewające góry słońce i sprawdzam jak dużo śniegu jest na choinkach. Moja mama nie śpi od jakiegoś czasu i czeka, aż wstanę by od razu zaparzyć kawę i ukroić ciasto. Ciasto które upiekła jeszcze w Polsce, najlepszy makowiec i sernik jemy na parapecie ogrzewając się przy grzejniku i w ciszy podziwiając widoki. Hmm... czemu mój mąż mi się jeszcze raz tu nie oświadczył? Mogłabym wyjść za mąż raz jeszcze? Jak tu jest pięknie!










Śnieg nie był wystarczająco klejący by zbudować bałwana, więc wykorzystaliśmy śmietnik do zrobienia śniegowych babek, które wieczorem przeistoczyły się w Drink Bar ;)



Na narty do Vason


 Przed wyjazdem pytaliśmy znajomych, rodzinę, pytałam też i Was jakie miejsce jest godne polecenia na narty we Włoszech. Było wiele ciekawych propozycji jak i nowych dla nas informacji. Korzystając z pomocy Włochów z którymi pracuje mój mąż dostaliśmy wytyczne miejsc które oni polecają. Tak też dowiedzieliśmy się, że np. do Livigno nie jeżdżą włosi a jedynie turyści i jest to najzimniejsze miejsce ich kraju. w ten sposób stopniowo skreślano nasze typy. Co było dla nas ważne? Jedziemy z dwójką małych dzieci i moimi rodzicami, więc szukamy niezatłoczonego miejsca,  z dobrą infrastrukturą narciarską, przyjaznego rodzinie i jak najbardziej "włoskiego". 












W połowie stoku zjazd na kolejną ciepłą czekoladę i nici z moich straconych kalorii 
Miejsce zabaw dla najmłodszych na stoku ( KINDERHEIM VASON )

 Vason to niezwykle małe i urokliwe miasteczko położone na wysokości 1650 m n.p.m w regionie Trentino (Trydent) gdzie wszędzie można dojść pieszo. W centrum znajduje się stacja wyciągu narciarskiego (3 minuty drogi w butach narciarskich od naszego domu) skąd można wjechać na szczyt Monte Bondone wysoki na 2180 m. Góra ta posiada 70 hektarów tras narciarskich, działa tutaj sześć wyciągów, oraz snowpark z konstrukcją o długości 120 metrów. Dla najmłodszych zaś jest zimowy plac zabaw ( Kinderheim Vason ) który pokochała nasza córka, oraz szkółki narciarskie z których korzystał Natan. Tygodniowy karnet dawał nam dostęp do 21 kilometrów tras narciarskich, jednak z Gran Pista która liczy 3,5 km długości i 800 metrów w różnicy poziomów korzystał jedynie mój mąż. 

Miejsce z którym będę kojarzyła Vason jest z pewnością malutki kościółek który stoi kilkadziesiąt metrów od naszego domu z całkowicie przeszklonym wnętrzem. Niczym góralska chatka o trójkątnym kształcie z panoramicznym widokiem na ośnieżone szczyty gór. Ponadto Vason to właściwie kilka hoteli trzy i czterogwiazdkowych wyposażonych w baseny, sauny i strefę SPA,  pizzerie, bary i jeden sklep samoobsługowy. Stolica prowincji mieści się u podnóża gór w mieście Trento oddalonym o 20 km krętej i wąskiej drogi. W sezonie zimowym niezbędne jest założenie łańcuchów na koła i podziwianie niezwykłych widoków przy muzyce nadawanej przez stację KissKiss :). 



Bombardino - obowiązkowy trunek we Włoskich górach ( vov + Brandy + bita śmietana )

Narciarska epika : Moi rodzice i mąż z dziećmi

Już tęsknie za tym miejscem podobnie jak i nasze dzieci które w swej wybujałej wyobraźni nadal chcą jeździć na nartach choć Sylwestra i kolejne osiem dni spędzamy w Mediolanie gdzie nie tylko nie ma gór ale i ani jednego płatka śniegu, a pogoda bardziej przypomina wiosnę niż zimę. 




8 komentarzy:

  1. Ogląda się ten post jak reklam z katalogu dla Szczęśliwych rodzin :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wstawiłam zdjęć z akcji ubierania naszej córki. To dopiero by pokazało syzyfową prace umęczonych rodziców ;)

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia, faktycznie jak z katalogu :) Miło tez patrzeć, że dzieciaki już śmigają po śniegu, ja w tym roku swoją córę (6 lat) zabieram po raz pierwszy do Livigno, oby złapała też bakcykla!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My trafiliśmy na czas obozu dla dzieci pod nazwą 101 kids i było naprawde duzo maluchów na stoku w wieku od dwóch lat. Cudownie wyglądały dzieci ktore wręcz intuicyjnie szybko uczą się jeździć. Co było nawet demobilizująca dla moich rodziców ktorzy rownież sie uczuli. Pozdrawiam i jestem pewna że córce bedzie łatwiej teraz niż później :) i oczywiście udanej zabawy życzę

      Usuń
  3. fenomenalne ! :) ...ale ciągle mi mało :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :) Już niebawem zapraszam na kolejne śnieżne miejsce. Coś pomiędzy Vason a Mediolanem ;) ...

      Usuń
  4. Baaaardzo lubie tu zagladac... :) sprawdzam co pare dni czy jesto cos nowego ;) z usmiechem czytam co u Was, jak Wam plynie zycie w Katarze... :) Uwielbiam Wasze zdjecia! Tworzycie swietna rodzinke az milo na Was patrzec... :):)))
    Pozdrawiam cieplo!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękujemy :) jest nam baaaardzo miło

    OdpowiedzUsuń

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy