17 lipca 2014

Matka nie pracująca




Dlaczego jestem matką nie pracującą i czy jest mi z tym źle?

Praca od 10 do 18 jawi mi się jak koszmar, dla mnie znaczy tyle co rezygnacja z życia, rodziny i siebie. O 7 rano wstają moje dzieci a o godzinie 18 już je kąpie i kładę do snu, tak więc w ogóle nie miałabym z nimi kontaktu, jednak wiem ze wiele ludzi tak żyje i cieszy się nawet z wolnego weekendu.

Jest tez nowa korporacyjna moda, która mówi, że masz nienormowany czas pracy, myślisz super! Wyjdę na obiad z rodziną, nie będę ustawiać budzika i będę panią swojego losu. Docenili mnie, wiedzą, że jestem dobrym pracownikiem. Wszystko się zgadza tylko, że teraz mam tyle pracy, iż 8 godzin nie wystarcza. Nadal chcę pokazać, że jestem dobra, nikt nie zrobi tego lepiej niż ja, wszystko muszę dopilnować no i nie mogę wyjść za wcześnie z pracy bo sprawdza to na GPS w moim samochodzie (to kolejny obraz dzisiejszych czasów - obroża? nie, to bonus od firmy). Tak żyjemy dając z siebie wszystko bo z pewnością przyniesie to nam awans, co chwile przecież mnie doceniają, dostaje (śmieszne w porównaniu do poświęconego czasu) premie. Moja zeszłoroczna ocena przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania, znów mnie wyróżniono dając dodatkowy projekt do prowadzenia. Tak, czuję ze awans jest blisko!

Wypowiedzenie? Co? Wypalenie? Nieproduktywność?

Frustracja, jak mogli tak po tylu latach wyrzeczeń, mojej ciężkiej pracy i poświęceń. Jestem przesiąknięta tą firmą, kocham ją i doskonale znam. Co teraz mam zrobić? Dali mi świetną odprawę, może pojedziemy na wakacje, złapię oddech i pomyślę co dalej. Właściwie to mam czas by zobaczyć jak mój syn radzi sobie w miejscowej drużynie, może wyjdę z mężem na kolacje. Chcę żyć, cieszyć się życiem, ale nie ma z kim. Okazuje się, że synowi nie zależy bym była na meczu, skoro przez lata tu nie zaglądałam, mąż twierdzi, że jesteśmy obcymi ludźmi a na randki nie ma czasu, ma swoja prace, a poza tym nauczył się żyć "oddzielnie".

Ostatnio czytałam świetny artykuł w Forbesie o tym jak firmy motywują swoich pracowników.  Jedna z dużych korporacji oferuje kolację, jeśli pracownik wychodzi z pracy po godzinie 19, zaś jeśli zostanie do godziny 21 to ma opłaconą taksówkę do domu. Ile jest dziś warty nasz czas? Ile jesteśmy warci my sami i nasze rodziny? Śmieszne kilkanaście zł za taksówkę czy żałosne kilkadziesiąt na kolacje?

Prace można kochać i naprawdę się w niej spełniać, chwała tym którzy uważają ja za swoją pasję. Jednak trzeba mieć własną hierarchie wartości, cenić siebie jako człowieka, bo jeśli sami tego nie zrobimy to nikt inny tez tego nie zrobi.

Dlaczego nie pracuje? Jeszcze przed zajściem w pierwszą ciążę, miałam plan. Najpierw dobra praca, tak bym czuła szybką potrzebę powrotu na ścieżkę rozwojową. Byłam pewna, że lepiej będę czuła się w ciąży kiedy będę spędzała ten czas aktywnie, szybciej też wrócę do siebie, jeśli w perspektywie będę widziała powrót na stanowisko. Wyszło jednak inaczej.

Pierwsze miesiące macierzyństwa związane z rehabilitacją spowodowały, że oddałam się w 100% mojemu dziecku, wręcz zatraciłam siebie. Kiedy jednak po kilku miesiącach wszystko się unormowało i teoretycznie mogłabym wrócić do pracy to jednak moja wewnętrzna potrzeba przebywania z dzieckiem była silniejsza. Zaczęłam czytać o tym jak wielki wpływ na życie dziecka mają trzy pierwsze lata życia. Wiedziałam tez, że żłobek w moim życiu był straszną traumą, podobno dla mnie jak i dla rodziców, to rozwiązanie w moim przekonaniu nie wchodziło w grę. Szukaliśmy niani, jednak to również okazało się porażką.

 Ciężko jest matce znaleźć coś interesującego na pół etatu, tak bym mogła się realizować, ale jednocześnie nie rezygnować z życia rodzinnego. Gdy już coś się znajdzie to okazuje się, że pensja pokryje: samochód, nianię i inne niezbędne rzeczy gdy mnie nie będzie w domu, jednak dla mnie nie zostanie nawet na waciki. Dlatego wybieram czas z moimi dziećmi zamiast połowy paczki wacików i pisanie tego bloga nocami, wtedy kiedy mam czas, gdy mam ochotę i czuje taką potrzebę. Jestem spełniona, jako mama i żona, a moje pasje powodują, że w tym wszystkim nie tracę siebie. Jestem kobietą, która kocha celebrować każdy dzień i cieszy się drobnostkami. Nie potrzebuję teraz pracy na pełen etat i nie jest mi wstyd, że "siedzę w domu". Cieszę się, że mój maż potrafi utrzymać cała rodzinę i bardzo mu za to dziękuje. A przede wszystkim za to, że zawsze ciągnie go do domu, że pokazuje nam jak cenny dla niego jest nasz wspólny czas, a nie kilka groszy więcej na koncie.














27 komentarzy:

  1. W 100% popieram, miałam bardzo podobne plany. Wszystko niestety zweryfikowało życie. Ale co zrobić, jeżeli mąż nie jest w stanie zarobić tyle, żeby utrzymać 2+2, do tego spłacić kredyty i jeszcze żeby móc odłożyć choć 100 zł? Niestety pozostało mi pójście do pracy i choć ją lubię, to chętnie zamieniłabym ją na czas z dziećmi...

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie identyczna sytuacja, mam wewnętrzna potrzebe jak najwięcej czasu spędzania z dzieckiem ma 15 miesięcy:-) jednak wypłata Meza nie jest wystarczająca, i muszę pracować na pol etatu, mimo ze czas spędzony z synkiem jest bezcenny:-) pozdrawiam, oby nam wszystkim tak się wiodło jak Wam, z serdecznym pozdrowieniem:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że każda z nas chciałaby spędzać czas ze swoimi dziećmi i nie pracować, ale niestety w większości przypadków oboje rodziców musi pracować, żeby zapewnić dzieciom godne warunki. Znam bardzo niewiele par, gdzie pracuje tylko mąż i utrzymuje rodzinę. Najczęściej oboje rodzice muszą pracować niestety.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdaję sobie sprawę, że mam szczęście iż mój mąż jest w stanie utrzymać naszą rodzinę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pisząc ten tekst myślałam, o tym, że często kobiety chcą wrócić jak najszybciej do pracy, by jej nie stracić, by nie wypaść z karuzeli, by poczuć sie kimś więcej niż "tylko" mamą. Często słyszę, że potrzebuję pracy by być wsród ludzi, by odetchnąć od codziennych obowiązków, by się spełniać, realizować.
    Tak naprawde nigdy nie mamy wystarczająco dużo pieniedzy, zawsze możemy chcieć większe mieszkanie, lepszy samochód, markowe ubrania i egzotyczne wakacje. Wsród moich wielu wad, jedno wiem napewno. Nie jestem zachłanna, nie znoszę bezsensownego konsumpcjonizmu jaki okiełznal dzisiejszy świat, a CZAS uważam za najcenniejsze dobro dzisiejszych czasów. Rozumiem i znam pary gdzie oboje faktycznie muszą pracować by utrzymać dom, lecz znam rownież takie którym zawsze będzie mało. Które walczą o lepsze stanowisko, o lepszy dom, o lepszą przyszłość... I wtedy tylko nasza własna hierarchia wartości może nam uzmysłowić co znaczy "lepsze"

    OdpowiedzUsuń
  6. Tyle razy miałam już komentować posty, ale tym razem to zrobię naprawdę;) Dla mnie pewne jest jedno, że jak coś robisz to na 100%. Jesteś Mamą na 100%, gdy będziesz pracować to również na 100% i to jest chyba najważniejsze, aby w chwili, w której się znajdujemy dawać z siebie wszystko! Dzięki temu ŻYJECIE pełnią życia, macie mnóstwo wspólnych wspomnień, chociażby te 'ciągłe wakacje' - jak kiedyś napisałaś. Podoba mi się to, że przyjmujecie to, co los Wam przynosi, potraficie z tego korzystać i cieszyć się tym. Dniem codziennym. (Tak to przynajmniej wygląda z wpisów) :) Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów- tych małych większych!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękujemy :* To prawda, najważniejsze by robić to co się lubi ,wówczas robimy to całym sobą. Słuchając intuicji i dbając o dobro najbliższych zawsze idziemy dobrą drogą.

    OdpowiedzUsuń
  8. mama pracująca zawodowo - mama nie pracująca zawodowo
    tak naprawdę co za różnica
    jak czasem słyszę młode mamy które zwracają się do swoich dzieci jak do psa - przepraszam za kolokwializm ale taka jest prawda - słyszę ,,gdzie leziesz" ,, w łeb ci strzelić" do dziecka albo serio o wiele gorsze sformułowania, czy ciągnięcie dziecka dwulatka za ucho?!? i to nie żadna patologia - tylko takie niestety mamy ,,stylowe mamusie" paznokcie, ciuszki (smieje się z nich dzieci tylko żal) to nie robi mi różnicy czy mama jest z dzieckiem 24 godziny na dobę czy tylko 4-6 przed zaśnięciem. Ważne, że te 4 godzi spędza tak, że i ona i dziecko są szczęśliwi z tych chwil i biorą to co najlepsze tj. usmiech, przytulanie, ciepło, miłość - czasem wystarczy tylko to że mama jest przy dziecku te pare godzin. Tak mi się wydaje.Ja akurat pracuję zawodowo od kiedy mój mały skończył 7 miesięcy. Wróciłam do pracy. Były nianie, przedszkole. Wracałam do niego jak na skrzydłach. leciałam wręcz. Potrzebowałam go po tych 8 godzinach pracy. Potrzebowałam także tych 8 godzin. O dziwo - te mamy które nie pracowały zawodowo przychodziły po swoje dzieci do przedszkola ostatnie. NIe krytykuje nikogo. Nasuwa mi się jednak jedna konkluzja. Każda z kobiet która docenia dar macierzyństwa nigdy nie rezygnuje z siebie. Zaobserwowałam , że te z moich znajomych które nie pracują zawodowo w jakiś sposób realizują się np. jedna zrezygnowała z pracy zawodowej i zaczęła robić lalki ceramiczne (teraz to już dochodowy interes :) . Widzę, że Pani np. prowadzi bloga. Inne mają swój ogród, przetwory którymi zaopatrują całe rodziny i znajomych. Jedna na przykład inwestuje w siebie w swój rozwój, będąc na obczyźnie robi kurs za kursem (gdy jej dwójka dzieci jest w przedszkole lat 3 i 4 ) Pamiętam jak płakałam, że wracam do pracy, że kto się moim maleństwem zaopiekuje lepiej niż ja. Okazało się , że no może nie tak jak ja :)) ale równie dobrze. Płakał - o rany za każdym wyjściem do pracy. Ale po zamknięciu drzwi przestawała ot tak po prostu. Ostatnio byłam z dzieckiem u ogrodnika i on powiedział nagle, że pięknie zwracam się do swojego dziecka. Szanujmy dzieci i szanujmy też siebie.

    P.S.
    Bardzo fajny blog. Fajnie go Pani prowadzi. Powinna go Pani zareklamować.
    Pozdrawiam i czeka na kolejne wpisy

    Antony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne i mądre słowa, bardzo dziękuje za Pani spostrzeżenia.

      Ps. Dziękuje za te miłe słowa, co do reklamy to postanowiłam nie inwestować w tego bloga ani złotówki. Nie dlatego że nie mama, ale po to by pokazać że się da ;)

      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Madre spostrzezenia, jednak nie kazda kobieta moze pozwolic sobie na taki luksus i zaufanie do drugiej polowy. Poza tym nie kazda kobieta dobrze czuje sie w roli utrzymanki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje i rozumiem. Co do roli "utrzymanki" to nie mam z tym najmniejszego problemu, tym bardziej gdy mąż uważa, że moja praca jest cięższa niż jego.

      Usuń
  10. A jakie są twoje plany na przyszłość, jak dzieci podrosną, co wtedy? Myślisz o takich sprawach czy żyjesz chwilą? :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiscie, myśle o przyszłości, jest również plan który mam nadzieje, że się ziści. Tak naprawde to nie jest nawet odległa przyszłość, bo już za rok moja młodsza córka zacznie uczęszczać do przedszkola :) Mając czas do godz. 14 jestem w stanie wiele zrobić. Jak każda mam nauczona odpowiednio układać zadania w ciągu dnia. Co i tak nie przeszkadza mi by żyć chwilą ;) Pozdrawiam

      Usuń
    2. czego dotyczą te plany? :)

      Usuń
    3. Podobno nie mówi się by nie zapeszać ;) nie bardzo w to wierzę, ale i tak nie powiem. W moim krótkim życiu otwierałam już dwie firmy i pomysłów mi nie brak, jedynie doba jakaś za krótka jest :(

      Usuń
    4. Rozumiem panią i wiem co to znaczy,mając trójkę dzieci.Dzień jest za krótki zdecydowanie.Pozdrawiam serdecznie ,wspaniałe wpisy . Myślę jak pani.

      Usuń
  11. nie mam dzieci wiec nie bede sie wypowiadac, ale ogromny komplement - masz sliczne dziaciaki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Śliczne dzieciaki i sama jest śliczna :) Uwielbiam ostatnie zdjęcie, zwłaszcza jego drugi plan :)
    Patrycja, o więcej wpisów prosimy!

    OdpowiedzUsuń
  13. :) Piękny blog, przepełniony dobrym duchem artyzmu, pasji i wyrozumiałości. Z szacunkiem podziwiam i jednocześnie serdecznie dopinguję. Dzięki temu rozpływam się w marzeniach, wspominając siebie jako dziecko i podróże z Rodzicami. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje, jest mi niezwykle miło :)

      Usuń
  14. :) zazdroszczę:) mój M. to mi tylko, co miesiąc powtarza- ile mam ci jeszcze do rachunków dokładać.... Kiedys zarabialam razy 2,teraz krizis, pracuje w zwykłej firmie,a w zwyklym biurze a i tak widzę dziecko praktycznie przy kolacji. brak prawka-komunikacja miejska ,strata 2,5 dziennie... Tyle tracę, jestem zmęczoną mamą której nigdy nie ma. Tak więc zazdraszczam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuje, mam nadzieje, że chociaż praca jest Twoją pasją i sprawia Ci przyjemność. Czas z dziećmi jest nieocenioną wartością, to pewne. Jednak czasem sama myślę, że fajnie by było pójść do pracy by wypić spokojnie kawę ;)

      Usuń
  15. Na zachodzie rodziny mają dużo wsparcie finansowe i matka może sobie pozwolić na to by zostać w domu. U nas tego nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  16. Masz rację z tym, że ciężko jest znaleźć coś interesującego na pół etatu. Mi się udało znaleźć pracę w zawodzie właśnie po macierzyńskim. Po filologii czeskiej teraz pracuję w Tivronie przy obsłudze klienta. Lubię niezależność finansową i pomiomo tego, że tęsknie, nie mogłabym siedzieć w domu :) Ale podziwiam takie oddanie dziecku ;)

    OdpowiedzUsuń

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy