16 stycznia 2016

Dziewicza wyspa Malediwów - nasz prywatny raj



Szukając idealnej wyspy na Malediwach


Przewertowałam Internet, pytałam znajomych i w ten sposób wybraliśmy jedną z 200 zamieszkanych wysp, która wydała nam się spełniać oczekiwania.



Zaczynając od podstaw. Wcale nie szukamy pocztówkowych resortów z bufetem „kontynentalnym”, z minimalistycznym „Skandynawskim” wystrojem, turystami z całego świata  i przystrzyżoną trawą. Chcemy zobaczyć Malediwy, „prawdziwe”, naturalne, z regionalnym jedzeniem i tubylcami.







W Katarze jest wyspa Banana Island, piękne miejsce i właśnie takie Malediwskie z domkami na wodzie i wygłaskaną plażą, które chętnie odwiedzamy. Jednak zupełnie nie oddaje ono klimatu kraju. Uważam nawet że gdyby ktoś spędził w tym miejscu wakacje w Katarze, mógłby powiedzieć, iż nigdy Kataru nie widział.

Prosiliśmy zatem znajomą która kilka lat pracowała na Malediwach w ekskluzywnym resorcie by powiedziała nam jaka wyspa, lub atol jest najpiękniejszy. Gdzie mamy szukać noclegu i co warto tu zobaczyć. Odpowiedz była prosta i można było się jej spodziewać. „Im dalej od Male (stolicy) tym piękniej”.

Wszystkie wyspy mają wspaniałe rafy koralowe, turkusową wodę i białe plaże niczym mąka. Legenda mówi, że powstały z gwiazd, które spadły do Oceanu Indyjskiego. Tak więc czy wybór może być trudny? Pewnie nie. Jednak zaledwie 200 wysp z 1200 jest zamieszkanych przez ludzi. W Tym ponad 110 wysepek w całości jest zagospodarowane przez luksusowe resorty, oferujące all inclusive na najwyższym światowym poziomie.







Malediwy mogą być tanie :


-      - Wiza dla Polaków jest bezpłatna
-      - Nie są wymagane żadne szczepienia
-      - 1 $ to 15,42 rupi malediwskich
-      istnieją Guest housy, domy wynajmowane przez tubylców na Airbnb, oraz jedyna Polka na Malediwach która prowadzi tam budżetowy pensjonat.
-      - Wybierając lokalne wyspy wybierasz również lokalny tani transport promem, lub dużymi łodziami, znacznie tańszy od wodolotu, samolotu czy innych prywatnych łodzi.
-      - Lokalne wyspy, mają lokalne sklepy i restauracje duuużo tańsze od znanych resortów


Nilandhoo


Wyspa którą wybraliśmy mieści się w atolu Faafu, ponad 140 kilometrów od Male, co daje 7 godzin nocnym promem, lub też 4,5 godziny mniejszą szybką łodzią i taką też drogę my wybraliśmy. Wracaliśmy zaś małym samolotem który do Male leciał zaledwie 30 minut. Więc jest kilka dróg by tam się dostać, a wszystkie wraz z cenami opisuje Magda na swoim blogu dziennikitypelka.blogspot. W skład tego atolu wchodzą 23 wysepki ale zaledwie 5 jest zamieszkałych, Nilandhoo jako największa z nich jest również stolicą atolu.

Jednak niech was nie zmyli słowo „największa”, ponieważ znajduje się tu zaledwie 190 domów. Tak, to wyspiarska wioska gdzie czas się zatrzymał. Ludzie głównie utrzymują się z rybołówstwa, choć odnosi się wrażenie że właściwie nic nie robią. W leniwym powietrzu, wznosi się zapach oceanu i niezliczonej ilości palm. Jedynie jaskrawa zieleń pobudza do życia, mieszając się z turkusem oceanu, a cisza czasem bywa wręcz przerażająca.





Czysto, pięknie i trochę komunistycznie. Kilka sklepów skromnie wyposażonych w najpotrzebniejsze produkty. Jeden rodzaj pasty do zębów rozłożony jest na całej półce regału, poniżej czekoladopodobny produkt również prezentowany w dobrobycie. Jedyne lody jakie można kupić na wyspie są domowej produkcji, a do tego są zniewalająco dobre ( 5 lodów = 1$). Jak dla mnie, jako turysty, to wszystko działa na korzyść tej wyspy i choć nie chciałabym tam mieszkać na stałe, ponieważ lubię duże miasta, to uważam że na krótkie wakacje jest to prawdziwy raj. Odczuwa się tu wręcz przymusowy relax, zegarek staje w miejscu, a głowa wypełnia się turkusem.







  Restauracje to plastikowe krzesła i tanie, proste potrawy z ryżu, curry i ryby. Trochę przekąsek smażonych w głębokim tłuszczu i z pewnością nie starają się o gwiazdki Michelin. Nie ma kelnerów w białych rękawiczkach i raczej nie rozpieścisz tu swoich kubków smakowych, no może pomijając lokalne śniadanie Mashuni ( rozdrobniony kokos z wędzonym tuńczykiem, cebulą i drobno posiekanymi liśćmi sałaty, do tego sok z limonki, sól i opcjonalnie papryczki chili) popijając wodą z kokosa przez cienką słomkę… tak to są wakacje.


 To co dla turysty takiego jak my jest największym, wręcz nieocenionym plusem to fakt że wyspa jest na wskroś lokalna, dziewicza, nieskażona masową turystyką. Znajduje się tu tylko JEDEN Guest House  z kilkoma pokojami prowadzony przez Polkę która od kilku lat mieszka na Malediwach. Podróżując często zatrzymujemy się w tego typu miejscach. Z mojego doświadczenia, w niskobudżetowych hotelach najważniejsza jest czystość i schludne wyposażenieStarfish inn właśnie takie jest. Biała pościel, klimatyzacja, ciepła woda, internet, a do tego żywe lokalne barwy. Magda gości głównie turystów z Polski i tak po przyjeździe poznaliśmy dwie fajne pary od których czerpaliśmy pierwsze informacje o wyspie i wskazówki co warto tu zobaczyć.

Jednym ze zwierząt na wyspie są imponująco duże nietoperze (1,5 metra), które można zobaczyć wszędzie

W Guest Housie są również lokalne huśtawki 


Magda dbając o gości przygotowała masę wycieczek fakultatywnych, dzięki czemu możesz zobaczyć kilka innych wysepek, wybrać się na nurkowanie, BBQ na bezludnej wyspie, skosztować sportów wodnych, wypłynąć z rybakami na łowy, pływać z rekinami, obserwować żółwie, delfiny czy też karmić płaszczki, lub posmakować pocztówkowych Malediwów odwiedzając jeden z wielu ekskluzywnych resortów.

Myślę że to idealna kolej rzeczy, by mieszkać w lokalnym miejscu z tubylcami i ich kuchnią, a w pewien wy-inscenizowany luksów wybrać się nijako na atrakcyjną wycieczkę. W taki sposób płacąc od 70 do 100$ za dobę ze śniadaniem i obiadokolacją w Guest Housie Starfish w ciągu dnia możesz korzystać za kilka lub kilkadziesiąt dolarów ( w zależności od resortu) z luksusów hoteli z domkami na wodzie, gdzie ludzie tam mieszkający płacą po kilka tysięcy dolarów za dobę. Trochę to niesprawiedliwe dla nich, ale nam się bardzo podobało. Jak bardzo to już w innym wpisie.

 Co najbardziej urzekło nas w Nilandhoo?


Przede wszystkim ludzie i jej dziewiczy charakter. Pewnego dnia nasza 4 osobowa rodzina była jedynymi turystami na wyspie. Wyobrażacie to sobie? Żaden ekskluzywny resort nie da Ci takiego poczucia. Zaciekawienie tubylców naszą osobą było równie duże jak nasza chęć poznania ich codziennego życie.














Nie pisałam Wam że Malediwy wyszły nam zupełnie przypadkiem. W prezencie na 30 urodziny mojego męża mieliśmy lecieć na Kubę. Wyobrażałam sobie hektolitry Mojito i kubańskie cygara w nieskażonej nowoczesnością scenerii Hawany. Tak, mieliśmy świętować tą datę. Pragnęliśmy zobaczyć autentyczne życie Kubańczyków zanim buldożery i wielkie korporacje zmienią ten kraj na własne podobieństwo. Niestety nie udało się, a może i na szczęście bo nie przypuszczałam nawet że Malediwy pokażą nam tyle naturalnego życia.

Kolejnym z prezentów dla Wojtka były najlepsze, ręcznie robione Kubańskie cygara jakie udało mi się znaleźć. A to zdjęcie przy jednym z murów okalających domy na Nilandhoo. Jak dla mnie wygląda niczym wyciągnięte z Hawany. Gdy je robiłam, zeszło się kilku lokalnych ludzi i telefonami pstrykali zdjęcia naszym dzieciom siedzącym przy murze po przeciwnej stronie. Uśmiechnęliśmy się myśląc jak atrakcyjne dla nich są jasne twarze.





Podróżowanie z dziećmi otwiera również wiele drzwi, dzięki czemu zostaliśmy zaproszeni do kilku domów na wyspie. W jednej z siedzib zobaczyliśmy jak plecione są liście na strzechę, poczęstowano nas Theluli babukeyo - to rodzaj lokalnych chipsów, powstałych z upieczonego owocu drzewa chlebowego. Ponadto łupano dla nas orzechy które suszyły się na słońcu, dzieci częstowali słodkimi „szyszkami” – ryż preparowany oblepiony roztopionymi krówkami, uformowany w kulkę. W innym domu obrano nam kokosa i po raz pierwszy jedliśmy gąbczasty miąższ ze środka który smakował jak batonik Bounty bez czekolady.










Chodziliśmy po wyspie i obserwowaliśmy ludzi, to moje ulubione zajęcie bez względu na miejsce na globie. Dzieci bawiły się tak jak ich rówieśnicy, chodząc po drzewach, grając w piłkę, biegając po plaży i bujając się na specyficznych huśtawkach. Nie byłabym sobą gdybym nie chciała kupić lokalnej huśtawki do naszego domu w Katarze. Hamak w salonie nigdy nie odda swojego miejsca ale na swing zawsze znajdzie się punkt. Dzięki Magdzie lokalny rzemieślnik wykonał dla nas piękną, tradycyjną hamako-hustawkę która niebawem zawiśnie na naszym tarasie i już zawsze będzie przypominała nam Nilandhoo - Malediwską wyspę na której każdy dom posiada takie cudo.










Kiedy myślimy Malediwy, widzimy nieskazitelne plaże z turkusową wodą. To kolejny powód dla którego chcemy odwiedzić ten raj. A gdyby do tego dodać, brak plastikowych leżaków, zero turystów, rażącą zieleń palm, tysiące krabów, i biały, miałki piasek? Nilandhoo.













By tego było mało, Magda zorganizowała przyjęcie urodzinowe na cześć mojego męża z lokalnym zespołem grającym na bębnach i pysznym tortem. Kwiaty, palmy, piasek pod nogami i Happy Birthday śpiewane dla Wojtka… To były najpiękniejsze wakacje w naszym życiu.








Na koniec zawsze pozostaje niedosyt i myśl że coś jeszcze mogliśmy tu zobaczyć, czegoś nowego doświadczyć.

Ponadto przed dzień naszego wylotu przyjechała fantastyczna 8 osobowa grupa Polaków. Ludzi w wieku moich rodziców, a rozmawiało się z nimi jak z rówieśnikami. Przywitanie ”po Polsku” i czuć atmosferę i zżycie ludzi którzy wychowali się w czasach gdy nie było szklanych wieżowców i walki korposzczurów. Wybaczcie ale mam wrażenie że socjalnie są zdecydowanie lepszym pokoleniem od nas. Nie chciałam opuszczać tego miejsca, ale czekają dalsze przygody.

 Lecimy na Sri Lankę! Zanim jednak dolecimy, łódka zaczyna nabierać wody na środku oceanu,kapitan mówi że nie ma problemu, trzech mężczyzn wiadrami wylewa wodę a nasze dzieci śpią w najlepsze.  Spóźniamy się na samolot do Male, ale jednak nas przyjmują, bilety kupujemy na 20 minut przed odlotem i żegnamy wyspiarskie życie. Za to w Colombo hotel który rezerwowałam 2 tygodnie wcześniej sprzedał nasz pokój. Witaj przygodo!



Życzę Magdzie by odwiedzali ją sami fantastyczni ludzie i by to miejsce nie traciło swojego klimatu, oraz by Starfish pozostał jedynym Gust housem na wyspie.




3 stycznia 2016

30 LAT



Cheers! 


Dziś 30 urodziny Wojtka. Przygotowałam z tej okazji kilka niespodzianek. Nie wspominając o czterech ciastach które upiekłam by po meczu ( wierze że wygranym) świętował ze swoją drużyną. Zaczynając od śniadania do łóżka kończąc na szampanie w samolocie. Ach... piękna data, 3 stycznia. Ci którzy nie odłożyli jeszcze kieliszków od Sylwestra... zdrowie mojego męża! 



Przyszłość


Jednym z prezentów jest pióro firmy Mont Blanc, które z pewnością zapisze Twoje oryginalne pomysły, wykończy prace doktorską i podpisze jeszcze nie jedne kontrakt.




Miłość


Dziękuje za największe szczęście jakie mi dajesz od 2508 dni :* dziś to prawie jedna czwarta Twojego życia.



10.957 DNI 


Marzenia


Mówisz że myślami przyciągamy marzenia. Nie wiem czy nawet o tym marzyłeś... ale zrobię wszystko by Twoje 30 urodziny były jak ze snu :* 




Spakowani i gotowi do drogi. O północy lecimy na Ma-le-di-wy 



Malediwy




Na miejscu czeka kolejna niespodzianka i następny cel podróży. 

Jabaaaadabaaaaduuuuuu!!!!!

Sto Lat Mężu :*


19 grudnia 2015

Dzień Narodowy Kataru



18 grudnia Katar świętuje swój Dzień Narodowy i jest to najważniejszy dzień w roku. Wszystkim hotelom władze przypominają by nie tracili energii na przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia i by choinka nie przyćmiła barw narodowych Państwa w którym się znajdujemy. Namawia się by pracownicy w ten weekend zmienili uniformy na bardziej odświętne, czyli biało-bordowe. Nie powinno też zabraknąć flag zdobiących budynki. W przedszkolach i szkołach zabrania się koncertów Bożonarodzeniowych i na dzień przed Świętem narodowym dzieci rozpoczynają długie wakacje które trwają aż do początku przyszłego roku.

Głównym elementem święta są imponujące parady, pokazy fajerwerków, koncerty, występy, zawody... Jednak to co robi na mnie największe wrażenie to samochody i wyobraźnia ich właścicieli. 

Katarska ulica na ten dzień to istna fala uwielbienia dla władców, pełna oklejonych samochodów z ich podobiznami. Na dachach jeżdżą kilkuletnie dzieci, a niemowlęta na rękach rodziców prowadzą olbrzymie suwy. Co kilkadziesiąt metrów stoi policja która stara się opanować korki i właściwie chyba to jest ich głównym i jedynym zajęciem na ten dzień.





















Czemu by nie stanąć na czteropasmowej autostradzie i tańczyć... 


Dzień Narodowy Kataru został ustanowiony 21 czerwca 2007 roku dekretem Emira i spadkobiercy Sheikh Tamim bin Hamad al Thani. Jest to upamiętnienie założenie kraju w dniu 18 grudnia 1878.



Harrods również świętuje dzień narodowy Kataru. Jak to możliwe? Otóż ten niezwykły dom towarowy i duma Brytyjczyków to własność Katarczyków którzy postanowili trochę Harrodsowego luxusu włożyć w kontenery i ustawić w centrum swojej stolicy jako Harrods Doha :) 








15 grudnia 2015

Piernikowe szaleństwo




Piernikowe szaleństwo czas zacząć! 


W tym roku nie doleciały do Kataru pierniczki które upiekła dla nas Pani Antczak. Niestety moi rodzice w pośpiechu idąc na samolot zostawili je w samochodzie, a na samą myśl o nich ślinka mi ciekła. Dlatego też postanowiliśmy odtworzyć ten smak wraz z dziećmi i dziadkami uruchamiając fabrykę pierników według przepisu Pani Antczak. 



Przepis na pierniczki Pani Antczak


4 szklanki mąki
1 szklanka cukru
250 g miodu
100 g masła
3 jajka
opakowanie przyprawy do piernika
2 łyżeczki sody


Roztopić masło i miód w garnuszku. Następnie utrzeć jajka i cukier, wymieszać z lekko przestudzonym masłem i miodem, dodać mąkę, sodę i przyprawy. Wszystkie składniki razem wymieszać i wyrobić do otrzymania gładkiego ciasta. Może być nieco klejące ale nie należy dodawać mąki. Odstawić na 12 godzin. 

Ciasto rozwałkować na grubość 3 mm podsypując nieco mąką by się nie przyklejało do stolnicy. 

Wykrawać różne kształty i układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. 
Piec 10-15 min w temperaturze 160*C.



Voila! chaos piernikowy 



Lukier :


1 białko
1 szklanka cukru pudru
aromat cytrynowy

By uzyskać różne kolory lukru dodawałam po kropelce barwnika spożywczego, a gdy lukier jest zbyt rzadki należy dodać więcej cukru pudru i bardzo dobrze wyrobić tak by nie było grudek.





Smacznego! 

1 grudnia 2015

Grudzień





Rozpoczynamy ostatni miesiąc roku! Niezwykły miesiąc! Nasz kalendarz Adwentowy  gotowy do odliczania, a pierwsze zadanie na ten dzień, to napisanie listu do Świętego Mikołaja. Ach, jak ja kocham ten czas!