Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

20 stycznia 2015

Babcia





Było nas czworo, mieliśmy kilkanaście lat i najlepszym prezentem od rodziców na weekend było pozwolenie na spędzenie nocy u babci. Nie prosiliśmy o nowa zabawkę, wyjście do kina czy na zakupy. Przynajmniej raz w miesiącu babcia całą rodzinę zapraszała na obiad. Mając 2 synów w tym mojego tatę i czworo wnucząt. 

Po zjedzeniu obiadu zamykaliśmy się z kuzynostwem w pokoju obok i obmyślaliśmy co powiedzieć by pozwolili. Wszystkie lekce odrobione, jesteśmy przygotowani na przyszły tydzień, nie mamy żadnych klasówek, będziemy grzeczni, baaaaardzo prosimy. Zwykle ulegali, a dla nas rozpoczynał się wspaniały weekend. 

Dom mojej babci to miejsce eksperymentów, beztroski i niewytłumaczalnej miłości. Wiedzieliśmy że tu możemy wszystko, a że byliśmy ciekawymi świata dziećmi to nie raz wpadaliśmy na głupie pomysły. Podpalanie perfum, papierosy, cięcie bezcennych materiałów babci, czy zniszczenie warkocza prawdziwych włosów jakie babcia przechowywała w skrzyni. Były też bardziej bystre inicjatywy, jak zabawę w szkołę, składanie lego czy wspólna skarbonka  która nigdy nie doczekała się przyzwoitej sumy, gdyż zawsze kończyło się na kinder niespodziance w warzywniaku obok. 

Wiedzieliśmy, że co byśmy nie zrobili to i tak babcia nas kocha. Cierpliwie i ze zrozumieniem patrzyła jak dorastamy. W małym pokoju z ciepłym przygaszonym światłem i zapachem rozgrzanego pieca. W śnieżno białych podomkach pachnących proszkiem do prania. Pod wykrochmaloną pościelą, ze wkładem z prawdziwego pierza jakie dziś mało kto ma. Kołdra zawsze nagrzewana przed zaśnięciem przy piecu. Leżałyśmy prosto w tych cudownych podomkach do kostek z niecierpliwością czekając aż otuli nas ciepły puch spadający spod babci rąk. W nocy kilka razy wchodziła sprawdzić czy nie mamy odkrytych pleców. Do dziś czuje jak troskliwie przykrywa mnie bym nie zmarzła, a to wspomnienie oblewa mnie ciepłą przyjemnością.

Sen na twardej wersalce w dużym pokoju wypełnionym świeżym, zimnym powietrzem to dla mnie smak luksusu beztroskiego dzieciństwa. Szósta rano, tylko czekam na pierwszy, prawie bezszelestny krok by również wstać i pokazać że mogę towarzyszyć babci w drodze do piekarni. Wybieram dla wszystkich drożdżówki, każdy lubi inna, a do tego jeszcze ciepła i pachnąca chałka. Zanim wszyscy się obudzą słodka herbata z cytryną i drożdżówki leżą już na stole i tak zaczyna się najlepszy poranek. 

Nigdy nie powiedziała dajcie mi chwile spokoju, poczytam, coś oglądane czy może odpocznę. Cały czas coś nam przygotowywała. Placki ziemniaczane, kurczaka w prodiżu, ciasto drożdżowe. Ciasto jedliśmy jeszcze gorące, tak ze rozpływało się masło którym je smarowaliśmy. Prała, gotowała i stale była uśmiechnięta. Zabierała nas nad rzekę karmić ptaki i do lasu zbierać grzyby. Wyposażeni w racuchy z jabłkami zawinięte w świeżą ściereczkę, która jeszcze utrzymywała ich ciepło. 

Zawsze śmiała się z sąsiadek które siedzą w oknie i wciskają nos w cudze drzwi. Wygląda na co najmniej dziesięć lat mniej. Otwierając drzwi zawsze się uśmiecha i nigdy nie zaczyna od narzekania. Starsi ludzi maja rożne dolegliwości które nie ułatwiają życia, jednak są tacy którzy potrafią tym zatruć całą okolice, lub tacy którzy mimo bólu się uśmiechają i taka jest właśnie babcia Renia.

Mając czternaście lat wyjechałam z rodzinnego miasta i tym samym żyłam z dala od rodziców i babci. Już wtedy, kilkanaście lat temu martwiłam się o nią wyjeżdżając. Brakowało mi jej opowieści, jej ciepła i tego ze zawsze potrafiła mnie wysłuchać. Bałam się że gdy wyjadę to ona zniknie, choć była bardzo dobrego zdrowia i właściwie nie było obaw o jej samopoczucie. 

Zawsze mnie czule ściskała przed wyjściem , a w rękę wkładała pieniądze których za nic nie można było nie przyjąć. Czasem udawało mi się zostawić je pod serwetką w korytarzu, lub na stole w kuchni, ale następnym razem dostawałam zdwojoną kwotę.

Mężczyzna który odwiedzał ze mną babcie, a sam nie zaproponował ze przyniesie jej z piwnicy węgiel i drewno na opał, właściwie był już skreślony. Nie raz babcia sama wciągała na czwarte piętro starej kamienicy, wiadra po brzegi wypełnione węglem i drzewem, bo nie chciała nikogo prosić, choć zazwyczaj to mój kuzyn dbał by nigdy nie musiała tego robić. Kiedy się rozstałam z jednym chłopakiem, babcia po pewnym czasie powiedziała mi "Patryczka on nie był dla Ciebie, za bardzo dbał o siebie, by cię docenić " Nie był sknerą, może trochę metroseksualny, choć wydawał mi się całkiem normalny, ale w słowach babci zawsze płynęła prawda. 

Wiele razy jej mówiłam jak bardzo ją kocham, jak jest wspaniała i że pragnę kiedyś być taka jak ona. Elegancka, uśmiechnięta, pomocna i bezproblemowa.  




16 listopada 2014

Strefa wolna od dzieci?




Obecnie żyję w kraju gdzie jest wiele podziałów i choć potrafię się do tego dostosować to jednak uważam, że nie jest to mój świat. Oddzielanie mężczyzn od kobiet, miejsca niedozwolone dla singli i zamknięte strefy w restauracjach dla rodzin. Jednak nie ma nic o dzieciach, bo dziecko w ich kulturze to największe dobro. 

Ostatnio w Polsce rozpoczęła się dyskusja na temat "miejsc wolnych od dzieci" i wiem również, że na całym świecie takie miejsca istnieją i nie mówię tu o barach, klubach ze striptizem, dyskotekach, SPA,... No właśnie czyż nie mamy odpowiednio dużo miejsc w które nie zabieramy dzieci? 

Latem z rodziną "wypoczywaliśmy" w jednym ze znanych hoteli nad wybrzeżem Hiszpanii. Był to kurort który obsługuje zorganizowane wycieczki więc i gwarantuje wyżywienie w formie bufetu. Zwykle nie korzystamy z tego typu hotelu i ten raz ( ostatni raz) upewnił mnie w tym jak bardzo nie znoszę takiej wspólnej jadłodajni. Co śmieszne dzieci w tym hotelu stanowiły ułamek procenta, a to dorośli robili taki sajgon przy posiłkach, że odechciewało się jeść. Chaos, gwar, prawie że walka o jedzenie. Więc może jeszcze zróbmy miejsca wolne od ludzi którzy nie potrafią zachować się w restauracji. A Może w dzieciństwie nikt ich do takich miejsc nie zabierał i nigdy nie nauczył jakich zasad należało by przestrzegać?

Pracując z ludźmi zawsze słyszałam - klient nasz pan, a czy dziecko nie jest klientem? Według wielu znanych Marek jest to NAJCENNIEJSZY klient. Dziecko niejednokrotnie jest w stanie namówić rodzica na konkretny produkt czy usługę, jest również przyszłością, a to w każdym biznesie jest najważniejsze.

Czytałam wiele komentarzy na temat tego pomysłu i bardzo zdziwiło mnie że zdecydowana większość jest za wcieleniem go w życie. Najpierw pomyślałam, że to pewnie single, lub pary bezdzietne, lub ogólnie ludzie którym zawsze coś nie pasuje, a okazało się że większość to mamy kilkuletnich dzieci. Pisały że gdy już wyjdą bez dzieci z domu to nie chce by inne bachory im przeszkadzały. Zawsze myślę sobie, że dziecko jest odzwierciedleniem rodzica, bo to my jesteśmy ich wzorcem do naśladowania, wiec może czas popracować nad sobą, może nawet nad swoją cierpliwością, wyrozumiałością i empatią? 

Moje dzieci mają już 2 i 4 lata wiec łatwo zrozumieć ich potrzeby i ona same również potrafią o nich mówić, wiec jak by nie mam problemu z nagłym napadem płaczu lub sytuacją nie do opanowania. Bardzo często, bo kilka razy w tygodniu wychodzimy do restauracji. Zdarza nam się korzystać też z bardzo ekskluzywnych miejsc i nie raz widziałam płaczące dzieci, lub takie które w pewien sposób pokazywały, że nie chcą być w danym miejscu. Jednak nigdy mi to nie przeszkadzało. Po pierwsze nie wlepiam wzroku w rodzica która wyjaśnia coś swojemu dziecku, bo to nie moja sprawa, po drugie nigdy nie doznałam osobistej nieprzyjemności ze strony najmłodszych, a po trzecie jestem człowiekiem który lubi otaczać się ludźmi i nic co ludzkie nie jest mi obce. 

Szczerze współczuje właścicielom którzy zdecydują się na taki krok, bo gdy raz zamkniesz komuś drzwi przed nosem to nie wielką masz szansę, że wróci on do ciebie w przyszłości. Z punktu marketingowego jeśli Twój bar nie nosi nazwy "pod czarnym kotem", "Rozi", czy " w piwnicy" to jaki sens jest zabierać sobie klientów? Zaś jeśli prowadzisz restaurację "ą, ę" i chcesz być jeszcze bardziej "ą " to i tak zupa będzie za słona. 













Tak dla podsumowania to warto pamiętać "Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci"

To moje zdanie, jeśli kogoś uraziłam to mam nadziej, że zdjęcia złagodzą napięcie ;) i czekam na wasze opinie w komentarzach. 

10 listopada 2014

10 sposobów, jak być zabawnym rodzicem



1.           Figle – chyba każde dziecko uwielbia turlać się po dywanie z rodzicami, gilgotać i wygłupiać

2.           Śmiech to zdrowie i nie może zabraknąć go każdego dnia, gilgocz dzieci kiedy tylko jest to możliwe

3.           Świat książki – rzuć na dywan wszystkie poduszki jakie masz w domu i wtuleni przenieście się w świat bajki.

4.           Pozwalaj na błędy, uczy to dzieci samodzielności, odpowiedzialności i może pozwolić na nowe, niezwykłe odkrycia

5.           Tańcz, tańcz, tańcz – włącz głośno muzykę, może to być ulubiona piosenka z przedszkola, lub coś z obecnej listy przebojów i tańczcie do utraty sił

6.           Robienie głupich min to prosta zabawa i najlepszy sposób na rozśmieszenie dzieci

7.           W kuchni - jest wiele prostych przepisów takich jak ciasta maślane czy naleśniki. Zaangażuj dzieci w ich przygotowania, a posiłki będą smakowały lepiej, a może nawet stworzycie swoją własną książkę kucharską ;)

8.           Piżama party – Każdy łącznie z rodzicami bierze swój śpiwór i po wojnie na poduszki kładzie się na podłodze w salonie

9.           Poświęć chwilę co wieczór by powiedzieć dziecku jak bardzo je kochasz i porozmawiać o tym co robiliście w ciągu dnia, a nie raz zaskoczą cię refleksje i spostrzeżenia jakie mogą mieć dzieci.

10.       Czas na przekąskę – jeśli po obiedzie pozwalasz dzieciom na małą przekąskę, to zrób z tego zabawę. Schowaj ją w doniczce czy innym miejscu w domu i kieruj tam dziecko przy pomocy słów: ciepło i zimno, a ostatecznie krzycz gorąco! Gdy jest na dobrym tropie.

11. Dzień rodziny - ustal jeden dzień w tygodniu, by spędzić go razem w wyjątkowy sposób i świętować to że jesteście rodziną.



Gdyby ktoś pozwolił mi wybierać jakie chcę mieć dziecko 
- inteligentne
- wysportowane
- towarzyskie
- błyskotliwe
- ....
to wybrałabym SZCZĘŚLIWE ! To rzecz jasna nie wyklucza innych cech, a zdecydowanie je wspiera. 

26 lipca 2014

Pokolenie bezmózgowców


Moja rodzina. Typowe 2+2 i powszechne wejście w kadr koleżanki w prawym rogu. Zamierzchłe czasy, gdy rodziny nie chodziły po centrach handlowych dla rozrywki, mamy piekły ciasta na każdą niedziele, a dzieci skakały w gumę zamiast w Angry Birds.


Określenie - bezmózgowiec w moim dzieciństwie było jedną z najgorszych obelg.
Jestem z rocznika 86, najlepszy ;) tak, jestem gówniarą, ale myślącą. Za to obawiam się o pokolenie moich dzieci widząc co obecnie dzieje się na świecie.
Mam wielką nadzieje, że my rodzice traktujący nasze dzieci jak Einsteinów, Picassów i Jordanów w jednym nie zawiedziemy się na nich. Skoro nasze kilku letnie maluchy potrafią zaskoczyć nas głębokimi przemyśleniami, wprowadzić w zakłopotanie i naprawdę trafnie coś zdefiniować. Co jednoznacznie mówi o ich potencjale. To czemu mamy myśleć, że za kilka lat, gdy będą nastolatkami to odbierze im rozum?

Gry i bajki - niedorzeczność

 Nie chcę słuchać  "naoglądali się bajek i nie odróżniają rzeczywistości od fikcji " bo my też oglądaliśmy Toma & Jerrego, a mimo to nikt kowadła z drugiego piętra nie zrzucał koledze na głowę. Oglądaliśmy Mangi, krew i inne dziwactwa, a jednak mózg nam nie zanikł. Ogólne odmóżdżenie nastolatków bawiących się w "słoneczko" (wiem, że nie jestem na bieżąco, pewnie są jeszcze gorsze zabawy) przechodzi wszelkie wyobrażenie.

Samodzielność = Śmierć  

Jako 7 latka sama chodziłam do szkoły z przysłowiowym kluczem na szyi, mając 10 lat jeździłam autobusami, a w wieku 15 lat mieszkałam bez rodziców w innym mieście. Moi rodzice nie są zwyrodnialcami, niedbającymi o dziecko. Oni potrafili mnie wychować, zaufać i pozwolić na realizowanie pasji. Kierowali się miłością i rodzicielską intuicją, dzięki czemu doskonale poznali swoje dzieci i ich potrzeby. Dziękuje im, że nie czytali poradników " jak wychować dziecko" bo pewnie wtedy nie miałybyśmy tych beztroskich wakacji i porannych pogawędek w łóżku. Byli na każdym moim meczu, codziennie jedliśmy wspólne śniadania i kolacje, zawsze mogłam na nich liczyć. To rodzice jakich dzisiaj mało.

Kontrola

Opiekunowie dzisiejszego pokolenia nawet w piaskownicy nie odpuszczają na krok swojego dziecka, nie rzadko sami nakładając piasek do jego wiaderka. Za to " po godzinach " wożą je na rozmaite zajęcia. Choć sam nie może iść do szkoły przez ulice - bo jest dzieckiem, to ma obowiązki dorosłego człowieka. Raz w tygodni basen, pianino, dwa języki obce, piłka nożna...

Mój ma dwa lata i zna wszystkie marki samochodów. Tak?
Mój to już zna cały alfabet. Tak?
Mój mówi dzień dobry w 5 językach. Tak?
...

Czasem widzę takie biedne, zagubione dziecko i mam ochotę powiedzieć mu by stanęło na głowie, bo mama nie patrzy ;) za kilka lat już tego nie zrobi, a świat z tej perspektywy wygląda zupełnie inaczej. Skocz z murka i choć grawitacji nie odkryjesz ( bo Newton cię wyprzedził ) to chociaż nauczysz się upadać, grzeb w błocie jak w najlepszym cieście i graj w klasy na ulicy. To jest dzieciństwo! Nie poganiajmy ich rozwoju bo w końcu stwierdzą, że chcą się bawić tak jak nigdy się nie bawili...

Wyrodna matka 

Mój syn mając trochę ponad 2 lata, sam wychodził na podwórko pod opieką kilka lat od niego starszych sąsiadek. Bawili się w chowanego (czego rzecz jasna nie pojmował), rzucali się piaskiem (w tym był jednym z najlepszych) lub wieszali na trzepaku ( przed naszym domem uchowało się jeszcze to cudo). Tylko czasem zerkałam przez okno. Pewnie wiele z was pomyśli że jestem nieodpowiedzialną matką. Jak tak bez opieki, nadzoru? Dziś ma niespełna 4 lata i lgnie do wszystkich nowo poznanych osób, pewnie powiecie, że zaufa pedofilowi lub osobie która będzie chciała go porwać? Pozwalam mojemu dziecku na kontakt z ludźmi (och! to okropne), dzięki czemu uczy się ich rozróżniać. Rozpoznawać ich intencje i odróżniać dobrych od złych, uważam, że tylko kontakt z innymi go tego nauczy. Jeśli powiem "nie bierz słodyczy od nieznajomych" to myślicie że zrozumie, iż ta starsza pani karmiąca gołębie na ławce, częstuje go cukierkiem z sympatii a nie podstępu? Nie chcę kodować w nim konkretnych zachowań, chcę by sam nauczył się oceniać sytuacje.

 Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie. Czy wychowujemy ciapków, którzy nic nie potrafią zrobić samodzielnie, łącznie z myśleniem? Czy też potrafimy zaufać dzieciom i pozwalamy na popełnianie błędów jakie sami popełnialiśmy? Pozwólmy im odnaleźć swoje pasje bo człowiek bez pasji, choć by znał 3 języki to w życiu będzie tylko popychadłem.

XXI wiek - zagrożenie wyginięcia wyobraźni !


Nie zabijajmy kreatywności i wyobraźni dzieci wmawiając im, że za rogiem grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo, bo stworzymy pokolenie bezmózgowych robotów które perfekcyjnie wykonują swoją prace i nie wezmą nic do ręki bez wcześniejszego użycia żelu antybakteryjnego.

Mamy w rękach wielki potencjał, ludzi XXI wieku pozwólmy im się wykazać.


To " IM" wszystko zawdzięczam, moje poglądy, najlepsze dzieciństwo i otwartość na świat.
Każda niedziela to zapach gorącego ciasta, to mały szczegół który tworzy atmosferę w domu, ale  właśnie z takich detali buduje się dzieciństwo.

21 czerwca 2014

Przerażające zabawki - moda dzisiejszych czasów


Monster High, Atak Mózgów...  Popularne, reklamowane, uwielbiane i pożądane przez dzieci. Ale czy zgodne z naszym postrzeganiem piękna, estetyki, funkcjonalności, wychowania? Są zabawki, których nigdy nie kupię swoim dzieciom, bo mnie przerażają. Myśl, iż za kilka lat moja córka która napatrzy się na potworowate lalki będzie miała podobne odczucie estetyki jest dla mnie straszna. Wizja Ameryki w której dzieci przychodzą z bronią do szkoły, obawiam się, że możne być coraz bliższa naszej rzeczywistości. Poszarpane sukienki, mocny makijaż, skojarzenia ze śmiercią... Czy naprawdę pokolenie naszych dzieci potrzebuje takich bodźców? Czy nawet wielka firma LEGO, która ma tryliony pomysłów musi wypuszczać serie z mieczami, strzałami, bronią w przytłaczających kolorach odchodząc od swoich podstawowych czerwono-żółtych barw?

Będąc rodzicem mamy możliwość uczenia nasze dzieci wielu wartości, kultury, rozróżnienia dobra i zła, ale i pokazywania piękna, uwrażliwienie na sztukę i odróżniania jej od kiczu. Póki mam taką możliwość, staram się wykorzystać to. Mój syn mając 3,5 roku nie chce oglądać bajek w których jest przemoc. Nie fascynuje go to, a wręcz się tego boi, co daje mi poczucie, iż rozumie jakie zachowanie jest niepoprawne. Niesamowicie cenny jest dla mnie fakt, iż nawet starsi koledzy nie są w stanie go przekonać i zachęcić do takich zabawek, ale jak długo będzie odporny na reklamę i modę jaką widzi wśród swoich rówieśników?

To nie znaczy, że pokoje moich dzieci są różowo - błękitne, a ja wychowuje je w mydlanej bańce z różowymi okularami na oczach plewiąc ekologiczny ogródek.
Jedynie zastanawiam się nad wszystkim co im kupuję, czym się bawią i oglądają, co ma wpływ na zachowanie i stymuluje ich rozwój. Tak jak dla nas, dorosłych oczywiste jest dobro i zło, piękno i brzydota, tak nasze dzieci dopiero się tego uczą. Według naukowców pierwsze 3 lata życia dziecka w największym stopniu kształtują jego charakter i rozwój emocjonalny.

Znam osobiście dziesięcino letniego chłopca, odważnego, pełnego pozytywnej energii, który to zaczął moczyć się w nocy i budzić z płaczem. Rodzice tego szczęśliwego chłopca zaczęli szukać przyczyny owego zachowania. Poszli z dzieckiem do psychologa i usłyszeli, że ich odważny, mądry synek boi się bajek, które namiętnie ogląda. Przenosi w swojej wyobraźni sceny z telewizora do rzeczywistości. Nie bije się z rówieśnikami, nie używa wulgarnych słów, ale wszystkie swoje potworowate zabawki uważa za "dobre"…

4 czerwca 2014

Czy rodzicom należy się urlop?




 Nikt nie ma wątpliwości że bycie rodzicem to ciężka praca. Często rodzic to człowiek orkiestra, nie rzadko czuję się kucharką, kelnerką, sprzątaczką, nianią, lekarzem, doradcą, nauczycielem, księgową, pocieszycielką, fotografem, organizatorką przyjęć, animatorką zabaw…
Jednak nikt nie wystawia mi L4, ani nie daje urlopu. Tak, to zawód "mama", niedoceniany, coraz mniej popularny, a czasem wręcz ignorowany. Mama nie choruje, bo nie może.

Na poczatku mojego macierzyństwa ciężko było mi to zaakceptować, potrzebowałam wolności, niezależności, spontanicznego wyjścia z koleżankami, przespanej nocy i chwili dla siebie.




Dziś patrzę na to inaczej, nawet czuję, że w tym wszystkim się spełniam. Kilka godzin  bez dzieci, gdy czas organizuje im tata bywają dla mnie trudne. Nie wiem czym się zająć, stale myśle co robią i zdecydowanie czuję sie nieswojo. Dzieci są uzależniające, bo przecież każda mama uważa swoje dziecko za najmądrzejsze, najładniejsze i wszystko naj… Więc jak tu nie zwariować na punkcie tych małych ideałów które kochają nas tak bezgranicznie i bezwarunkowo? To nieprzeciętna miłość, jednak często wymagająca poświeceń.




Jakiś czas temu Wojtek powiedział, że zabiera mnie na randkę i wręczył mi bilety do Paryża.

Tak!!! Tego właśnie potrzebuję, chwili dla nas. Co za euforia! Nie wiem co ze sobą zrobić, skacze po pokoju jak małe dziecko. Już widzę nas spacerujących całe dnie po Paryżu...dnie? Nie, noce! Nie pójdziemy spać, będziemy chodzić po knajpach i chłonać atmosferę Francji! Wino na trawie z bagietką w ręku… To pierwsze myśli gdy dostałam bilety. Ale nie minęło 5 minut i odezwała sie we mnie matka. Jedzmy z dziećmi!  Pojedziemy do Disneylandu!  Nana zobaczy na żywo wieże Eiffela, którą zna ze swojej drewnianej mapy.





Wojtek spojrzał na mnie z podniesionymi brwiami i powiedział jeszcze raz, zabieram Cię na randkę. Tylko my, a nie wykluczone, ze kiedyś zabierzemy tam też dzieci. Zawsze marzyłaś by zobaczyć to miasto, powtarzałaś, że to miasto zakochanych, należy nam się trochę samotności.

Dudniące serce z radości, podniecenia, strachu i zwykłej niepewności... Dobrze, dzieci zostawimy u dziadków, z pewnością się ucieszą. Mówię to ale nie do końca tak myślę. Przecież wszystko robimy razem, to stało się takie naturalne. Gdzieś w głębi czuję, że potrzebujemy tego wyjazdu i zdaje sobie sprawę, iż wakacje u dziadków to niesamowita frajda dla naszych dzieci. Problem jest chyba tylko we mnie…





Możliwość zostawiania dzieci dziadkom którzy czerpią z tego radość jest niesamowitym szczęściem dla rodziców jak i dla dzieci. Pierwszy raz planujemy zostawić dzieci aż na pięć dni, to długo dla nas, jednak ze wcześniejszych doświadczeń wiemy, że dziadkowie nie dadzą im nawet minuty na to by mogli zatęsknić. Jak zawsze szykują dla nich masę atrakcji. Jazda na koniach, obcowanie ze zwierzętami na wsi, wędkowanie z dziadkiem i domowe obiadki babci… To z pewnością będą wspaniałe wspomnienia dzieciństwa.

Uspokaja mnie ta myśl i pozwala odpocząć tak by z jeszcze większą siła wrócić do codziennych obowiązków i zatęsknić jak nigdy dotąd.














Ty też uważasz, że rodzicom należy się urlop? 

29 maja 2014

Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej




…w domu. U mojego męża zostaliśmy przywitani po królewsku. Stół zastawiony pysznościami o których nawet nie marzyłam. Ogórki małosolne, koktajl z najbardziej aromatycznych truskawek, sezonowe warzywa i najlepsze mięsa mojej teściowej.



Od wielu lat słyszałam sformułowanie " zielone płuca Europy ", ale dopiero po roku spędzonym w pustynnym kraju doceniam to jak piękna jest Polska! Nana w drodze do domu co chwile zaczepiał mnie mówiąc " mamuś zobacz jakie lasy! ".  Nasza euforia była nie do opisania, soczysta zieleń za oknem, sernik mojej mamy i zapach pełnej kobiałki truskawek…




W domu moich rodziców nawet trawa nas WITAŁA!!! Pogodę przywieźliśmy z Kataru, ale starczyło zaledwie na dwa pierwsze dni. 


 Nana gdy usłyszał, że termometr wskazuje 10 stopni powyżej zera to wypatrywał kiedy spadnie śnieg. Trudno było mu wytłumaczyć, że mamy lato i pomimo zimna na śnieg nie ma co liczyć.



Mimo wszystkich wspaniałych niespodzianek, najbardziej jednak zaskoczyli nas przyjaciele. Ten niesamowity tort od Kamili i Natalii powoduje, że nadal śnie. 




Musiałam jak najszybciej uwiecznić go na zdjęciach, tak by mieć dowód że to nie sen.



Kilka szybkich zdjęć zanim moje dzieci zjadły tort wzrokiem. Wyciąganie malin i borówek przed obowiązkowym karmieniem żółwi bo rzekomo one nie jedzą tych owoców, w przeciwieństwie do moich maluchów.